Są budynki, które trzeba uratować, żeby w ogóle dało się je opowiedzieć. Nastawnia bramowa „Bt” w Bytomiu jest jednym z nich - modernistyczna perła z 1935 roku, dosłownie wisząca nad torami.
Powstała w czasach, gdy Bytom był jeszcze niemieckim Beuthen - miastem leżącym tuż przy granicy polsko-niemieckiej. Zaprojektowano ją w duchu modernizmu, w opływowej konwencji streamline, charakterystycznej dla lat trzydziestych. Wyższa, półokrągło zakończona bryła została nadwieszona nad torami i wsparta na stalowym filarze. Przez okna ze wszystkich stron wygląda jak mostek kapitański statku, który zatrzymał się nad torowiskiem.
Wewnątrz pracowały suwakowe urządzenia sterowania ruchem kolejowym, w których za bezpieczeństwo odpowiadał przede wszystkim człowiek. Konstrukcja jest dziś unikatem: zdaniem prof. Mirona Urbaniaka w całej Polsce zachowały się zaledwie dwa takie obiekty. „Bt” jest przy tym świadkiem II wojny światowej, której ślady do dziś widać na konstrukcji hali dworcowej.
Podczas modernizacji linii kolejowej nr 131 nastawnia miała zostać wyburzona. Uratowali ją miłośnicy kolei: budynek wraz z suwakowymi urządzeniami wpisano do rejestru zabytków województwa śląskiego (część nadwieszoną 20 lipca 2021 roku, całość 30 września 2022 roku), a następnie odrestaurowano, zachowując historyczne elementy. Dziś „Bt” jest zabytkiem, po którym oprowadza się odwiedzających.
O pracy w tym niezwykłym miejscu opowiada Ewa Ostanek, z którą spotykamy się wśród dźwigni, bloków i okien wychodzących wprost na tory.
„ Kobiety „mają moc” i też potrafią sprawnie prowadzić ruch pociągów na „Bt” ” .
Pani Ewo, jak rozpoczęła się Pani droga na kolei?
Ewa Ostanek: Pracę na kolei rozpoczęłam w 1989 roku, kiedy kolej była jeszcze „jednym organizmem”-Przedsiębiorstwem Państwowym Polskie Koleje Państwowe. Początkowo pracowałam w kasie towarowej jako kasjer na stacji pozaklasowej Bytom. Wtedy stacja Bytom obsługiwała dwie kopalnie węgla kamiennego (KWK Rozbark i KWK Szombierki), osiem bocznic oraz tzw. wolne tory, gdzie nadawano i odbierano przesyłki klientów indywidualnych. Obsługiwała też halę napraw, myjnię wagonów oraz lokomotywownię. W Bytomiu rozpoczynały i kończyły bieg pociągi osobowe oraz towarowe, działała tu również górka rozrządowa. Była to wtedy bardzo duża stacja.
W 1992 roku zostałam dyżurną ruchu i rozpoczęłam pracę na pełnej uroku nastawni dysponującej „Bt” w Bytomiu, na urządzeniach elektryczno-suwakowych. Na tej nastawni można poczuć się jak na okręcie dalekomorskim - w nastawnicowni czujemy się jak na pokładzie statku, a schodząc niżej, „przenosimy się na mostek kapitański”. Praca w takim budynku naprawdę miała w sobie mnóstwo uroku.
Była Pani związana z tą nastawnią przez dekady. Jakie to uczucie patrzeć dziś na te dźwignie już z perspektywy zawiadowcy?
Ewa Ostanek: Teraz, będąc na tej nastawni jako zawiadowca, czuję, jak wracają wspomnienia. Pamiętam, jak po egzaminach pierwszy raz przyszłam tu na szkolenie do autoryzacji. W tamtych latach na „Bt” pracowali wyłącznie mężczyźni-dyżurni ruchu i nastawniczowie. Kobiety prowadziły ruch jako dyżurne peronowe na peronie 1 i 3, a „Bt” było zarezerwowane dla mężczyzn. Początki były trudne, zwłaszcza z jednym dyżurnym, któremu ciężko było pogodzić się z tym, że do męskiej ekipy ma dołączyć młoda kobieta. Jednak w krótkim czasie i on przekonał się, że kobiety „mają moc” i też potrafią sprawnie prowadzić ruch pociągów na „Bt”.
Nastawnia „Bt” jest wyjątkowa, bo to konstrukcja bramowa-dosłownie zawieszona nad torami. Jak pracowało się „nad pociągami” w czasach Pani młodości?
Ewa Ostanek: Praca „nad pociągami” sprawiała, że dźwięk przejeżdżającego składu odbierało się zupełnie inaczej niż przy przejeździe obok zwykłej nastawni. Obserwacja pociągu była trudniejsza, zwłaszcza jego zestawów kołowych. Nie było wtedy jeszcze urządzeń komputerowych i naoczna obserwacja przejeżdżających pociągów była kluczowym elementem prowadzenia ruchu. Dziś dyżurny ruchu często fizycznie nie widzi już pociągu, dla którego układa drogę przebiegu na monitorze, a kiedyś nie do pomyślenia było, żeby tego ruchu uważnie nie śledzić wzrokiem.
„Przy urządzeniach suwakowych chwila nieuwagi mogła doprowadzić do tragedii. Tam „ochroną przed błędem” był tylko i wyłącznie człowiek: jego stan psychofizyczny, wyszkolenie i stała świadomość konsekwencji.”
Czy nowoczesne systemy wspomagania, o których teraz tyle się słyszy, są bezpieczniejsze i mniej awaryjne od starych urządzeń suwakowych?
Ewa Ostanek: Zmieniają się sposoby prowadzenia ruchu i to, co kiedyś było podstawą, dziś schodzi na dalszy plan. Wielką zaletą nowych urządzeń jest bezpieczeństwo - minimalizują one ryzyko tzw. błędu ludzkiego. Przy urządzeniach suwakowych chwila nieuwagi mogła doprowadzić do tragedii. Gdy urządzenia komputerowe działają prawidłowo, mamy automatyczną ochronę, ponieważ system eliminuje pomyłkę człowieka. Tego w suwakach brakowało. Tam jedyną barierą ochronną był człowiek: jego stan psychofizyczny, wyszkolenie i stała świadomość konsekwencji, jakie może przynieść chwila dekoncentracji.
Co jest najtrudniejsze w byciu „strażniczką” zabytku, który dziś musi odnaleźć się w nowoczesnej strukturze kolejowej?
Ewa Ostanek: Dziś nastawnia „Bt” jest już niestety tylko zabytkiem. Pozostaje pod pieczą Pana Stanisława Kokota, który z wielkim zaangażowaniem oprowadza po niej pasjonatów. Gdy sama biorę udział w takim oprowadzaniu, staram się opowiedzieć o dawnej pracy na stacji Bytom i przekazać unikalny klimat tego miejsca - tu, gdzie pociągi przejeżdżały tuż pod naszymi stopami.
Gdyby ta nastawnia mogła mówić, co powiedziałaby dzisiejszym pasażerom, którzy pędzą nowymi pociągami pod jej oknami?
Ewa Ostanek: Pewnie opowiedziałaby o przedwojennym Bytomiu, kiedy miasto należało do Niemiec, a do obsługi ruchu przeznaczono ją oraz sześć nastawni wykonawczych. Mówiłaby o trudnych czasach II wojny, których ślady do dziś widać na konstrukcji hali dworcowej. Opowiedziałaby o przebudowie stacji, podczas której halę przepięknie odnowiono, zachowując jednak ślady tamtej smutnej historii jak chociażby wgłębienie po bombie, która na szczęście nie wybuchła, tylko zatrzymała się na stalowej konstrukcji dachu, czy ślady po ostrzałach. A o sobie samej powiedziałaby z dumą, że jest perełką architektoniczną ustawioną na stalowej nodze osadzonej na specjalnej rolce. Podczas wstrząsów górniczych ta noga pozwala nastawni delikatnie się kołysać, co minimalizuje pęknięcia i uszkodzenia. I że dzięki tej technologii, zastosowanej już w 1935 roku, wciąż stoi i cieszy nas swoim widokiem.
Jaki dźwięk nastawni lubiła Pani najbardziej?
Ewa Ostanek: Ulubiony był dźwięk przekładania dźwigni zwrotnicowych. Każdą zwrotnicę trzeba było przełożyć pojedynczo, a cały proces układania drogi przebiegu tworzył swoistą melodię. Oczywiście, gdy nakładało się na siebie wiele dźwięków : przekładanie zwrotnic, zwalniane przebiegi, zwrot bloku nakazu z nastawni wykonawczej, dzwonki centralek i rozmowy na radiotelefonach -bywało, że robił się z tego spory hałas. A dziś bardzo mi tego brakuje. To były dźwięki pracy, którą bardzo lubiłam, do której podchodziłam z pokorą i która dawała mi mnóstwo satysfakcji. Zwłaszcza wtedy, gdy po skończonym dyżurze wiedziałam, że podróżni bezpiecznie dotarli do celu, a przewożony towar dotarł do swojej stacji przeznaczenia.
Co było największym wyzwaniem podczas obsługi urządzeń suwakowych w trakcie ekstremalnej pogody?
Ewa Ostanek: Dla mnie ekstremalna pogoda to przede wszystkim burze - po prostu się ich boję, a praca na „Bt” przy takiej aurze była dużym stresem. Bliskość sieci trakcyjnej i ten doskonały widok uderzających piorunów sprawiały, że najchętniej zeszłabym do kotłowni, żeby to przeczekać. A jednocześnie widoczny z każdej strony, przez wielkie okna, obraz nocnego nieba rozświetlanego błyskami był pięknym spektaklem. Strach mieszał się z ciekawością i z obowiązkiem prowadzenia ruchu. Towarzyszył temu dodatkowy dreszczyk emocji przy obsłudze urządzeń elektryczno suwakowych, kiedy wyobraźnia podsuwała różne scenariusze.
Jak zmienił się autorytet kolejarza na przestrzeni tych lat?
Ewa Ostanek: Autorytet kolejarza zawsze opierał się na precyzji, odpowiedzialności i dumie zawodowej. Budowano go na punktualności, mundurze i tradycji. Z biegiem lat postrzeganie tego zawodu przesunęło się w stronę nowoczesnej specjalizacji. Zaczynamy być widziani już nie tylko przez pryzmat człowieka-kolejarza, ale przez nowoczesne technologie: nowe systemy sterowania ruchem i Koleje Dużych Prędkości. Podróżni zauważają, że czas przejazdu się skraca, że jeżdżą nowoczesnym taborem, a ludzie prowadzący ruch pracują na urządzeniach, które minimalizują ryzyko błędu.
Jaka była najtrudniejsza decyzja, którą musiała Pani podjąć w ułamku sekundy jako dyżurna ruchu?
Ewa Ostanek: Na kolei nie ma dwóch takich samych dyżurów. Każdy: dzienny czy nocny jest inny i każdy potrafi przynieść trudny moment. Jeden zapamiętam jednak na całe życie.
Podczas mroźnej zimy wyprawiono przed pociągiem osobowym lokomotywę, która po skończonej pracy wracała do Bytomia w celu odstawienia. Przyjęłam ją na tor nr 6 w perony. Z powodu obfitych opadów śniegu nie można było już ułożyć drogi przebiegu na tor nr 4 dla pociągu osobowego, który jechał tuż za tą lokomotywą. Nastawniczy, w celu ręcznego odśnieżenia rozjazdów, udał się w teren.
Semafor drogowskazowy dla pociągu osobowego ze stacji Bytom Bobrek wskazywał sygnał „Stój”. Mimo to maszynista pociągu osobowego pominął ten sygnał i wjeżdżał po przygotowanej wcześniej drodze na tor nr 6-ten sam, na którym stała już lokomotywa. Co gorsza, miał przejeżdżać przez obszar, na którym pracował nastawniczy. Widząc, co się dzieje, natychmiast nadałam sygnał alarm w systemie „Radio-Stop”. System zadziałał i pociąg zatrzymał się tuż przed miejscem, na którym nastawniczy w trudnych, zimowych warunkach oczyszczał rozjazdy . Nie doszło do nieszczęścia. Pociągi zimą po zaśnieżonych torach jadą bardzo cicho... Było o krok od tragedii.
„Młodzi ludzie muszą zrozumieć, że prowadzenie ruchu — choć coraz częściej odbywa się na ekranie monitora — nie jest grą komputerową. Tu są pasażerowie, prawdziwi ludzie (...) Tu nie ma kolejnego poziomu i kolejnego życia.”
Kiedy poczuła Pani, że nastawnia „Bt” to nie tylko miejsce pracy, ale zabytek, o który trzeba walczyć?
Ewa Ostanek: Właśnie podczas wspomnianej przebudowy linii nr 131, kiedy „Bt” miała zostać zburzona. Dzięki determinacji Miłośników Kolei budynek ocalał i został wpisany do rejestru zabytków. Wiadomość o jej uratowaniu była dla mnie naprawdę wspaniałą nowiną.
Przepracowałam tam 23 lata i jestem z tą nastawnią związana niezwykle sentymentalnie. Budynek o tak wyjątkowej architekturze powinien służyć jeszcze długie lata wszystkim, którzy kolej mają w sercu i tym, którzy chcą lepiej poznać arkana pracy dyżurnych ruchu.
Czego uczy Pani młodych pracowników, którzy dopiero wchodzą do zawodu? Czego nie znajdą w podręcznikach?
Ewa Ostanek: Młodym pracownikom staram się przede wszystkim przekazać, że praca na kolei wymaga ogromnej pokory i trzeźwego spojrzenia na swoje realne możliwości - opartego na faktach, a nie na wyobrażeniach. Potrzebny jest szacunek do innych ludzi i docenianie doświadczenia starszych kolegów. Ważna jest też odwaga, by przyznać się do błędu.
Młodzi ludzie, którzy spędzają mnóstwo czasu w świecie wirtualnym, muszą zrozumieć, że prowadzenie ruchu, choć coraz częściej odbywa się na ekranie monitora nie jest grą komputerową. Tu w pociągach są pasażerowie, prawdziwi ludzie, a przewożony towar jest jak najbardziej rzeczywisty. Tu nie ma kolejnego poziomu, przycisku „restart” ani dodatkowego życia. Pokora na kolei to szacunek do procedur, odpowiedzialność za ludzkie życie i gotowość do nieustannej nauki, bo każdy dyżur przynosi nowe, nieprzewidywalne sytuacje.
Czy na nastawni bramowej, zawieszonej bezpośrednio nad torami, kawa smakuje inaczej niż w zwykłym biurze?
Ewa Ostanek: Na nastawni bramowej kawa smakowała absolutnie wyjątkowo, właśnie ze względu na ten niepowtarzalny klimat. Była nieodłączną towarzyszką wielogodzinnych dyżurów, pomagała utrzymać maksymalną koncentrację i idealnie komponowała się z otoczeniem: z widokiem na tory, pędzące pod nami pociągi i tę wyjątkową panoramę stacji oglądaną z wysokości.
Redaktor:
Pani Ewo, bardzo dziękuję za tę niezwykle poruszającą i pełną kolejowej pasji rozmowę. To była prawdziwa przyjemność móc na chwilę „wejść” na mostek kapitański bytomskiej nastawni i spojrzeć na tory Pani oczami. Życzę Pani niesłabnącej satysfakcji z pracy zawiadowcy, dumy z ocalonej perełki architektury oraz prawdziwego spełnienia w wychowaniu młodego pokolenia kolejarzy i zawsze zielonego światła w życiu osobistym. Wszystkiego dobrego.
Ewa Ostanek: Bardzo dziękuję i również życzę wszystkiego dobrego wszystkim czytelnikom naszego biuletynu.